• Drukuj
Zamknij
Polecamy

Wikusia chodzi do przedszkola, dzieci codziennie zajadają się tam drożdżowym...Czytaj więcej Pierwsze, nieśmiałe kroki stawiane przez nasze dziecko to powód do wielkiej r...Czytaj więcej

Bezdzietni z wyboru

Mają dobrą pracę, życiowe pasje, własne domy i niezłe samochody. Nie mają potomstwa. Czy małżeństwa, dobrowolnie bezdzietne, wciąż jeszcze gorszą „prorodzinne społeczeństwo”? Oto mały raport, oparty na historiach dwóch par.

\n

\n

Para I. Kamila i Rafał, Warszawa. – Nasze narzeczeństwo to było szaleństwo – wspominają nowopoślubieni małżonkowie. – Nie dość, że nie brakowało nam mocnych wrażeń (jako studenci kierunków międzynarodowych podróżowaliśmy często, po całym świecie), to jeszcze, ze złożeniem przysięgi małżeńskiej, czekaliśmy… osiem lat! Najpierw ważne było znalezienie dobrej pracy, potem wzięcie kredytu na mieszkanie. Nie chcieliśmy też, tak od razu, wskakiwać w ciepłe kapcie. Skoro wzrosły nasze zarobki, można było pomyśleć o kilku ekskluzywnych wyprawach (co za odmiana po młodzieńczym autostopie po Chorwacji albo po pobycie na stypendium w Odessie – wtedy jedliśmy bułki na obiad, teraz zamarzyliśmy o kilkugwiazdkowych hotelach i karaibskim wypoczynku!). Do tego doszły różne, rodzinne zdarzenia: choroba mamy Kamili, rozwód siostry Rafała – dziewczyna, na kilka miesięcy, zamieszkała u nas, towarzyszył jej kilkuletni, dość żywiołowy synek. Patrzyliśmy z przerażeniem, jak dziecko niszczy nowe meble i wrzaskiem zakłóca poobiednią sjestę. Wtedy, na pytanie, czy nasza dorosła przyszłość  zamieni się w życie z potomstwem czy bez, pewnie zgodnie odpowiedzielibyśmy: żadnych dzieci!!! A teraz, gdy jesteśmy już „grubo” po trzydziestce? Długo zbieraliśmy się ze ślubem, to pewnie też potrzebujemy więcej czasu na decyzję o rodzicielstwie – Rafał zamyśla się. – Jestem w związku z wymarzonym partnerem, nie wiem, czy kiedyś będę gotowa, by wprowadzać w ten układ jeszcze jedną osobę… – dodaje Kamila, planując bardzo egzotyczną podróż poślubną.

\n

Para II. Agata i Mateusz, Kunów. – Oboje pochodzimy z niewielkiej miejscowości, nie jest więc łatwo znieść presję otoczenia. Gdy kilka lat temu podjęliśmy decyzję o nieposiadaniu dzieci, rodzice byli zrozpaczeni. Sąsiadki dopytywały, kiedy zobaczą nas z wózkiem, więc przed nimi też nie kryliśmy się ze swoimi wyborami. Wtedy nagonka się nasiliła, a pewnego dnia matka Mateusza wróciła z płaczem do domu. Ksiądz w kościele z dezaprobatą wyraził się o ludziach, nieplanujących powiększenia rodziny. Być może doszły go słuchy o nowej modzie na „bycie razem, bez przedłużania gałęzi rodu”. Nie chcemy się przed nikim tłumaczyć, ale lokalny ostracyzm jest silny i właśnie szykujemy się do emigracji. Padło na północne Niemcy – tam mamy znajomych, którzy pomagają nam znaleźć zatrudnienie i w pełni akceptują nasze prawo do samostanowienia o sobie. Agata jest wyraźnie zmęczona drążeniem tego tematu: – Czy ja potępiam rodziny par homoseksualnych lub nachalnie rozsyłam wskazówki, co do serwisów randkowych online, z których korzysta mnóstwo naszych znajomych z Kunowa?! – Nie mieszamy się w cudze losy i tego samego chcemy dla siebie – dodaje z przekonaniem Mateusz.\n\n

Pokaż 1 komentarz

1 komentarz

  • avatar image
    moniczka
    9 grudnia 2011 Odpowiedz

    Witam wszystkich mojim zdaniem nie powinnismy potepiac takich ludzi sama jestem matka i wiem co to znaczy miec dziecko wychowuje je sama i jest mi cieszko ale nigdy w zyciu nie zalowalam podjetej wczesniej decyzji ze je mam. Natomiast uwazam ze jezeli są ludzie ktorzy nie chcą miec dzieci to ich wlasna wola. Podziwiam ich decyzje ale tez z drugiej strony powinni to przemyslec bo czas mija i moze byc pozniej zapozno

Leave a reply

Skomentuj
Wpisz swore imię
Twój adres e-mail

Story Page